Flamenco ma co najmniej dwie twarze. Jedna należy do sceny, światła, biletu, widza i spektaklu. Druga — do wspólnoty, pamięci, głosu, który nie zawsze chce być efektowny, i ciała, które nie tańczy po to, by się podobać. Te dwie twarze można umownie nazwać: tablao i peña.
Można powiedzieć, że tablao jest ekstrawertyczną twarzą flamenco: zwróconą ku widzowi, światłu, scenie, efektowi i natychmiastowej intensywności. Peña jest jego twarzą bardziej introwertyczną: skupioną do wewnątrz, zanurzoną we wspólnocie, pamięci, słuchaniu i rozpoznaniu kodu, którego nie trzeba objaśniać wszystkim obecnym.
To rozróżnienie nie oznacza prostego przeciwstawienia powierzchowności i głębi. Ekstrawertyczność tablao może być prawdziwa, olśniewająca i artystycznie znakomita. Introwertyczność peñi nie musi być automatycznie „czystsza” ani bardziej autentyczna. Chodzi raczej o dwa różne kierunki energii: w tablao flamenco wychodzi ku publiczności, w peñi krąży wewnątrz wspólnoty.
Tablao jest miejscem przedstawienia. To flamenco przygotowane dla odbiorcy: z wyraźną sceną, programem, określonym czasem trwania, zawodowymi artystami i publicznością, która przyszła oglądać. W najlepszym wydaniu tablao potrafi być olśniewające. Daje intensywność, precyzję, napięcie, wirtuozerię. Jest w nim światło, gest, rytm, dramaturgia i świadomość formy. Można zobaczyć tam artystów znakomitych technicznie, którzy potrafią w ciągu kilku minut zbudować cały świat: od skupienia, przez narastające napięcie, aż po eksplozję ruchu i dźwięku.
Ale tablao niesie też ryzyko. Ponieważ jest skierowane do widza, łatwo może przesunąć się w stronę efektu. Flamenco zaczyna wtedy wyglądać jak obraz flamenco: piękna suknia, mocne tupnięcie, dramatyczna poza, egzotyka sprzedawana publiczności, która chce dostać dokładnie to, co wcześniej wyobraziła sobie jako „hiszpańskie”. W takim wydaniu sztuka może stać się własną pocztówką, by nie rzec karykaturą.
Peña działa inaczej. To nie tyle scena, ile środowisko. Miejsce spotkania ludzi, dla których flamenco nie jest atrakcją, ale częścią żywej praktyki kulturowej. W peñi ważna jest nie tylko perfekcja wykonania, lecz także przynależność, pamięć, znajomość kodu, wspólne słuchanie i rozpoznanie tego, co autentyczne. Tam publiczność nie jest wyłącznie widzem. Jest częścią sytuacji.
W peñi flamenco może być mniej wygładzone, mniej „ładne”, mniej gotowe do natychmiastowego zachwytu. Ale właśnie dlatego bywa mocniejsze. Nie musi nieustannie potwierdzać własnej widowiskowości. Może pozwolić sobie na chropowatość, ciężar, ciszę, pęknięcie głosu, gest nieprzeznaczony do fotografii. Tam znaczenie ma nie tylko to, co zostaje wykonane, lecz także to, kto słucha, kto odpowiada, kto rozumie rytm, kto czeka na właściwy moment.
Różnica między tablao a peñą nie jest jednak prostą różnicą między fałszem a prawdą. Byłoby zbyt łatwo powiedzieć, że tablao to komercja, a peña to autentyczność. W tablao może wydarzyć się prawdziwa sztuka, a peña także może mieć własne rytuały, hierarchie i ograniczenia. Chodzi raczej o dwa różne tryby istnienia flamenco.
Tablao pokazuje flamenco jako sztukę widzialną. Peña przechowuje flamenco jako doświadczenie wspólnotowe. Tablao pyta: jak flamenco działa na widza? Peña pyta: jak flamenco trwa między ludźmi, którzy znają jego język?
Najbardziej interesuje mnie właśnie to napięcie. Bo każda żywa tradycja musi jakoś przechodzić między tym, co wewnętrzne, a tym, co wystawione na zewnątrz. Musi czasem wejść na scenę, ale jeśli istnieje tylko na scenie, zaczyna tracić własny oddech. Potrzebuje miejsc, w których nie musi się tłumaczyć, sprzedawać ani nieustannie zachwycać.
Flamenco w tablao może olśnić. Flamenco w peñi może dotknąć inaczej — ciszej, głębiej, mniej efektownie. Jak coś, co nie zostało zrobione dla nas, ale pozwoliło nam przez chwilę być blisko siebie.
Zdjęcie pochodzi ze strony https://www.viator.com/tours/Seville/Flamenco-Show/d556-151408P29